Archiwum kategorii ‘polityka’
Promocja Starego Roku
866. Promocja Starego Roku
PP, popiłem wczoraj ostro i nie wiem co teraz będzie. Po pijaku bowiem pożegnałem Nowy Rok, a przywitałem Stary. I teraz rozmyślam, czy tym przedłużyłem mu kadencję? Wiecie, w polityce byłoby to normalne. Koalicja starego z nowym, kasa i Nowy usunąłby się w cień, aby Stary mógł dokończyć w drugim roku to, co zaczął w pierwszym. I nawet jak nic nie zaczął, kasa zobowiązuje. Teraz cały dowcip w tym, żeby nikt się nie dowiedział. Że w Nowym, jest dalej Stary. Żeby nie było przecieku. Najgorsze telewizje. Nie są trzymane już tak konkretnie za mordę jak wcześniej i mogą się wygadać. Jak coś wywęszą. O właśnie. A czemu mają wywęszyć? Psy, psy pod kontrolę. Żeby nikt tam psim węchem, nic nie tego. A, zapomniałem dodać… Jestem politykiem. I dzięki temu że wiem co było w ub. roku, mam szanse wyeliminować to co było niekorzystne, a wyeksponować to, co było in plus. Cholera. In plus nie było nic. I to napawa mnie nadzieją. Że w starym-nowym będzie. Trzeba tylko coś zmienić. Myślę zacząć od garnituru. Na ten cel trzeba będzie wydębić z kasy sejmu trochę kasy. Na ten tego. Wiecie. K…., dziadka zmienić się nie da. I ta przeklęta podróż do Peru. Może w ten return wysłać Napieralskiego? Z tajną misją? Nie, czekajcie. Chyba Olejniczaka. Sam już nie wiem, który jest który. Pozytywny. Muszę zapytać któregoś dodo /doradcy Donka/. Wszystko tajne. I z tymi samolotami. Tarcia. Brakuje. Może z jednego zrobić dwa mniejsze? Jeden większy dla mnie i mniejszy dla. Przecież wszyscy widzą proporcje. Będzie fair. I w tej w Gruzji. Trzeba wykupić tam zawczasu wszystkie kopalnie marmuru i granitu, żeby nie zrobili pomnika. Wyeliminować możliwość reelekcji na bazie zagranicznej popularności. Chociaż tu mam k., zmartwienie, bo przy takich gabarytach mogą tam pomnik z jakiegoś starego przerobić na nowy. Jak z rokiem, tylko odwrotnie. I tym samym może się od razu wydać z rokiem. Analogia. Myślę. Jak widzicie, polityk ma dużo myślunków. Frasunków. Więcej od Frasyniuka, który, co tam ma. Jak go nie ma. Wiecie, im więcej władzy, tym więcej myślenia. Jak ją utrzymać. Dobrze że chociaż sondaże układają się same. Taktyka uśmiechów. Procentuje. Tego mi nigdy nie zbraknie. Byleby nie przyłapali mnie, jak się śmieję w kuluarach. Bokiem. Jawnie, czy powiedzmy, otwarciej. Kiedyś i gdzieś człowiek musi się odstresować. Od uśmiechów oficjalnych. No i telewizję trzeba przystopować. Żeby w styczniu nie poleciało: „przeżyjmy to jeszcze raz”. Bo się połapią. Jedno jest dobre. Stary rok daje pewność, że się go przepęka u steru. I że nic się nie zmieni. POgoda dla bogaczy! A nawet jakby coś, jakby odkryto że Nowy to Stary, zapewnimy społeczeństwo: w Starym, wszystko będzie po nowemu! Jak w serialu. „Odwróceni”.
I tym oto opty…
01.01.09
ps. Można oczywiście zrobić remake rocznego expose sukcesów. I zaserwować jako dwuletnie. Pozmienia się tylko cyferki, do obietnic dodamy jedenastą, …zaraz, zaraz. A może lepiej będzie odjąć dziesiątą? Zastanowię się. Lepsze 9 pewnych, jak 10 – nie. Poza tym, w 9 łatwiej uwierzyć. Psychol-ogia tłumu. Ma się to w małym paluszku, no nie? Ale, ale. Wszyscy dodo, to dwuletnie sprawozdanie z sukcesów rządu z góry mi odradzają. Zobaczymy. Zawsze jest jakieś wyjście. Awaryjnie można spuścić ze smyczy…y, -kota. Na bulteriera.
Stop, stop. Jeszcze pytania.
A w trzecim roku?
W trzecim zrobimy remake z pierwszego. Jak nie poznali w drugim, to kto pozna się w trzecim?
A w czwartym?
W czwartym na remake już za późno. W czwartym zabezpieczamy przyszłość, na wypadek gdyby nas dalej nie wybrali. Obsadzenie czego się da swoimi, itp. Wiecie, pragmatyka. Na wszelki wypadek. Albowiem wybory moi kochani, jak już sami wiecie, to loteria. Wielka loteria.
I tym oto opty…
Tempo
800. Tempo
PP, traktuję politykę rozrywkowo. Gdyby jej nie było, nie byłoby się z czego śmiać. Z jej przyczyny i za jej sprawą, jestem uduchowiony. Inspiruje mnie. Tworzę i tworzę neologizmy. Euro w Polsce w 2011. Nowa idea Tuska. Czyli – ideator. Nowicjusz idei. Wybory też w 2011. Jak idea chwyci, będzie poparcie wyborcze. I o to chodzi. Cukiereczek pokazany. Albo marchewka. Trenują na nas, trenują. Ostro.
Dziś Wyborcza zdenerwowała wielkiego Ławrowa, swoimi idiotycznymi insynuacjami, że Rosja przymknie oko na tarczę, jeśli my – na ich działania w krajach byłego ZSRR. Że niby to główny cel wizyty. Próba storpedowania rozmów, czy głupota?. Ławrow umiał się znaleźć. Zdementował to bez zająknięcia. Klapa Wybiórczej.
Czy media mają prawo do takich torpedujących d/enuncjacji?
Trzeba by było odwołać się do komediopisarzy. Szekspirowskie „Poskromienie złośnicy” już było, teraz można by dopisać polskie – Poskromienie Michnika. Bez cudzysłowu.
Negliż, PP, negliż. O właśnie. Dziś dzwoni do mnie rano przyjaciółka i mówi, – przyjedź, tylko ubierz się ładnie, żebyś ładnie wyglądał, bo koleżanka jest u mnie. – Słuchaj, mówię, jak ładnie i dla koleżanki, – to tylko nago!
Nago nie! /Ona/. Ale słyszę w tle koleżankę. Tak, tak, nago, jestem za!
To w intencji nagiej prawdy. I ubranego Michnika. W garnitur szoferaka, wożącego włamywacza „na roboty”. Ale o tym już kiedyś pisałem.
I tym oto opty…
11.09.08
Bomba w górę
793. Bomba w górę
Powiem krótko. Piszę i komentuję dla Polski i w interesie Polski. Bez własnego. PiSy, Platformy, dziś są, jutro ich nie będzie. A Polska będzie zawsze. Dopóki będziemy my. I to cała, prosta kwintesencja. Jestem prawicowy /z racji wrodzonego antypezetpeer-yzmu/ i mój pogląd jest taki, że ani Platforma ani PiS nie są chlubą tego kraju, ani żadną nadzieją. Na nic. Owszem, z obu partii można byłoby wybrać polityków drugiego rzędu, którzy mogliby stworzyć prawicową partię, taką, której bym zaufał i którą bym pokochał. Pisałem już o tym. Ale ja nie jestem tu po to, aby kogokolwiek przekonywać do swoich poglądów. Czas pokaże, czy są słuszne. Jeśli ktoś jest jednak zainteresowany, moje polityczne, wizyjne credo jest we Wstępie, na www.foolieton.wordpress.com. Na salonie jest tak. Harcownicy Platformy /w skrócie HP/ i Harcownicy PiSu /dla odróżnienia – HP/. I przy byle okazji wzajemne ataki i zaciekłe obrony pozycji. Tyle że tak. W tych szarpaczkach słownych najważniejszy jest interes partyjny, który najczęściej przesłania – interes Polski. Zapomina się po prostu o Polsce. Aktualnie burza na blogu u marka.dumle. Tytuł – „Kwaśniewski nie śmierdzi”. Od razu w komentarzu zadałem proste pytanie. Czy to dogmat? Ale nie w tym rzecz. Tam idzie o to, że Kaczyński ma go za doradcę w sprawach polityki wschodniej. Eks prezydenta Kwaśniewskiego. Przy wielu pytaniach i wątpliwościach, czy to praktyczne, czy to moralne, jest jeszcze więcej /z obu stron/ przekonywujących odpowiedzi. Oprócz argumentów i „argumentów” które tam wyczytałem, ja sam mógłbym tak za /jak i przeciw/, przytoczyć jeszcze wiele. Ale nie o to chodzi. Nie chcę stawać po niczyjej stronie, chcę stawać po stronie prawdy. Nie mnie krytykować Prezydenta. Jeśli takie doradztwo ma służyć Polsce, pal diabli, niech ten czerwony diabeł doradza. Ale, mnie paraliżuje coś innego. Wzajemny i tajemny pomost Kaczyński-Kwaśniewski. Pamiętacie jak Kwaśniewski ubiegał się o stanowisko przewodniczącego parlamentu Unii i udał się z tym po poparcie do…bity komuch do prawicowego prezydenta /!/. Już wtedy przecierałem oczy ze zdumienia. PP, ich coś łączy. Coś o czym my zwykli śmiertelnicy, nie mamy pojęcia. I na pewno nic chlubnego. Tyle że, takie rzeczy wychodzą. Wcześniej czy później. Dlatego dyskusja o tym czy prezydent może mieć takiego czy innego doradcę jest dyskusją o pietruszce. Tu jest bowiem o wiele poważniejsze pytanie. Dlaczego?
I tym oto mało opty…
08.09.08
Klasyka foolietonu
792. Klasyka foolietonu
PP, Tusk szuka argumentów /do zaprezentowania/ na sukces, na rocznicę rządzenia. Ja powiedziałbym tak /trawestując/: dajcie mi sukces, a ja wam argumenty znajdę. No tak, tylko jaki? A tak poważniej, – to już sama rocznica /że rok przy władzy/ nie wystarczy za sukces? Ha, a powinna. Ja, jakbym utrzymał się rok na linie, w dodatku na jednej nodze, rozgłosiłbym to wszędzie. Łącznie z księgą Quinessa i Monitorem Polskim. Nie monitorem Sony, tylko polskim. Sukces ekwilibrystyki. No tak, tylko dalej nie wiadomo, co tu podać. Może więc, nowe dziesięć punktów? Tu w zasadzie wcale nie trzeba byłoby się wysilać, tylko odwrócić i podać w odwrotnej kolejności. Od końca. I ok. Albo nowy program. Znaczy stary, tylko też, czytany od tyłu. Nikt się nie połapie. Chociaż, inteligentni ludzie zaczynają już dostrzegać, że po jednej stronie jest PO i PiS, a po drugiej, a precyzyjniej, po przeciwnej, – my. Może też niezupełnie. One są w kręgu własnych zainteresowań, jak w ringu, a my, arbiter tego nieelegantium, zwyczajem gawiedzi, przyglądamy się temu. Dla osłody /nam/ podam, że była już partia która straciła kontakt ze społeczeństwem, zatraciła więź. I nie ma. Ale to tam dywagacje. Od czego sztuka argumentu? Może by więc na tę rocznicę jakaś tablica pamiątkowa? Gdzieś tam niedaleko pomnika POwstańców polskich? Rodowodowo, jak widać, można się wesprzeć. W ogóle, dzisiaj politykę zakwalifikowałbym, określiłbym, jako – kategorię zjawiskową. Cud miód. Tyle że niepoprawna. Jak ta rudo-czarna blondynka. A, zapomniałem, wy nie znacie. A więc, – autentyczna historia. Żona – blondynka, miała już dość wysłuchiwania /pod swoim adresem/ o blondynkach, więc przefarbowała się na rudo. No i niby ok., ale w zasadzie ilość jej gaf specjalnie nie zmniejszyła się. No i tam, po którejś kolejnej, mąż w przypływie irytacji mówi: no i widzisz kochanie, rude też idiotki. Na co zdeterminowana żona, ale, uwaga, z nadzieją w oczach /do męża/: jeszcze mogę się przefarbować na czarno. PP, wbrew pozorom, w tej prostej i lekkiej opowiastce, powtórzę, autentycznej, z życia wziętej, jest głęboki aspekt filozoficzny. Dotyczy ona bowiem, tak naprawdę…nas wszystkich. A już polityków w szczególności. Oni bowiem zawsze w takich sytuacjach, pozostają, – z nadzieją w oczach. Nie wyprowadzajmy ich zatem z błędu. To nas przecież bawi. Oczywiście, oczywiście. Bawi, dopóki nie przestanie.
I tym oto opty…
07.09.08
Polityczna okupacja mediów
788. Polityczna okupacja mediów
Mnie się tu wydaje, że PSL powinno już pakować walizki, a tu buforek-przyssawka ma się w najlepsze. Kolejnym jego hitem jest /ma być/ projekt ustawy medialnej autorstwa właśnie PSL, który ma szansę uzyskać przychylność ław sejmowych. Jak piszą, projekt PSL jest prosty: podzielić rady nadzorcze mediów publicznych między wszystkie kluby parlamentarne na zasadzie parytetów. Podobnie w sprawie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. O, co to, to tak. Wszyscy się załapią. Stąd i możliwe poparcie. PP, no i mamy. Zanosi się na polityczną okupację mediów. Ma to ten sam minus co aktualna konstrukcja naszego sejmu. Będą więc te same cyrki co w sejmie. Ja, zwykły obywatel nie mogę zrozumieć, dlaczego w radach nadzorczych mediów /nawet tych publicznych/, mają być, zasiadać politycy, a nie na przykład spece od telewizji. Branżowcy. No ale my nie od tego. My mamy swoje, a mianowicie – do dyspozycji PKB, w całości, czyli – radość napełniania kasy państwa. Bo już budżet /planowane wydatkowanie kasy/ to ONI. Tyle że, tu już demokratyczne, /ww/ parytety nie działają. Wniosek? Prosty. Tam gdzie zaczyna się kasa, kończy się demokracja. Chyba że, PKB też podzielą wg parapetów. Parytetów. Miedzy siebie. Nie zmąci to jednak naszego szczęścia. Napełnianie, zawsze pozostanie przy nas. W naszej gestii. Władaniu. Yes, yes, yes!
I tym oto opty…
06.09.08